Moja historia: prawda bez upiększeń

     

   Nie wszystko da się zaplanować

Tutaj opowiadam swoją historię – bez upiększania. O życiu, które nie zawsze  było łatwe, ale nauczyło mnie iść dalej.                                Chcę, żeby ktoś, kto to przeczyta, poczuł, że nie jest sam. 

 

Nie wszystko w moim życiu było zaplanowane. Wiele rzeczy wydarzyło się po drodze. Ale jedno zawsze było we mnie stałe: upór, żeby iść dalej, nawet kiedy było trudno.

Wyszłam za mąż bardzo wcześnie. Szybko zostałam  mamą trójki wspaniałych  dzieci. To był zwyczajny czas. Dom, konieczność, codzienność, której często nie było miejsca na siebie. Wiele kobiet to zna - odkładasz swoje marzenia „na później”, bo najważniejsi są inni.

A jednak gdzieś w środku zawsze czuję, że jeszcze przyjdzie moment dla mnie.

Życie już wcześniej nauczyło mnie opieki nad drugim człowiekiem. Opiekowałam się także po udarze mamą mojego byłego męża. To doświadczenie pokazało mi, jak ważna jest cierpliwość, obecność i zwykła codzienna pomoc.

 

Szkołę policealną zakończyłam już jako mama małych dzieci. Nie było łatwo. Nauka po nocach, zmęczenie, brak czasu. Ale była determinacja. Zrozumiałam  jedno – edukacja to coś, czego nikt mi nie odbierze. To był mój pierwszy krok do zmiany.

 

Pamiętam tamten czas  bardzo dokładnie. Siedziałam wieczorem przy stole, kiedy w domu było już cicho. Dzieci spały, a ja miałam  przed sobą książki i zeszyty. Byłam zmęczona, ale jednocześnie czułam, że zaczyna się we mnie coś nowego  Pomyślałam wtedy: „Jeszcze mogę coś zmienić”. To była mała decyzja, ale dla mnie znaczyło bardzo dużo.

 

Zaczęło się od dodatkowego kursu opiekuna medycznego. Na początku nie przypuszczałam, że będzie to droga w stronę  medycyny. Jednak weszłam w świat opieki nad drugim człowiekiem - i zostałam w nim na długo.

 

Zacząłem pracować ze starszymi osobami,  później w szpitalu. To była szkoła życia. Prawdziwa. Bez teorii. Nauczyłam się pokory i tego, że człowiek w chorobie potrzebuje nie tylko opieki, ale teżobecności. Czasem wystarczy być.

 

 2024 roku zdałam maturę. Po 23 latach.

 

To było dla mnie arcytrudne doświadczenie. System nauczania zmienił się całkowicie - wszystko było „po nowemu”. Inny sposób myślenia, inne wymagania. Musiałam uczyć się nie tylko materiału, ale też tego, jak się uczyć.

 

Wracałam do książek po latach. Łączyłam naukę z pracą, obowiązkami i życiem. Były momenty zwątpienia, i pytania: „ Czy dam radę? ”. Ale nie odpuściłam.

 

To nie była tylko matura. To był sprawdzian charakteru.

I zdałam.

 

Tamten czas pokazał  mi coś bardzo ważnego – że granice często są tylko w naszej głowie. Naprawdę nigdy nie jest za późno, żeby zawalczyć o siebie. I że trzeba odważyć się wejść na głębię życia - nie bać się, tylko iść dalej, nawet jeśli nie wszystko jest pewne.

 

Dziś studiuję pielęgniarstwo. To nie jest przypadek. To coś, co dojrzewało we mnie latami - przez doświadczenia i ludzi, których spotkałem. Czuję, że jestem na odpowiednim miejscu.

 

Nie mówię, że jest łatwo. Łączenie nauki, pracy i życia prywatnego to  wyzwanie. Ale mam w sobie coś, co mnie prowadzi - determinacja. Jeśli coś zaczynam, to kończę.

 

I właśnie w tym wszystkim jest jeszcze jedna część mnie - pasja do szkicowania. Moje chwile ciszy. Kartka, ołówek i spokój. Bez pośpiechu, bez presji. Tylko ja. 

Chcę stworzyć blog – miejsce, w którym mogę podzielić się swoim światem. Prawdziwie. Bez idealizowania. Z życia nie z książki.

DW

Bo moje życie nie było napisane planem.

Było pisane życiem.

I dalej się pisze...

 

 

Prawda, spokój i normalność

Nie zawsze możemy zostawić wszystko i wyjechać z dala od dużego miasta – w góry, nad morze czy na Mazury. Czasem życie, obowiązki i odpowiedzialność trzymają nas tutaj.

Dlatego nauczyłam się szukać spokoju inaczej. W zwykłych chwilach. W domu, rozmowie, muzyce, pisaniu czy kubku kawy po ciężkim dniu.

Z czasem zrozumiałam, że normalność też może dawać ukojenie.

 

Czasem wystarczy zwykły spacer do sklepu, chwila ciszy po drodze, obserwowanie budzącej się wiosny, światła w oknach czy ludzi mijanych każdego dnia. To właśnie w takich prostych momentach coraz częściej odnajduję spokój.

 

Siła w nowych początkach

Najbardziej wyjątkowe w mojej historii jest to, że zaczęłam od nowa w wieku, w którym wiele osób już się nie odważa. Łączenie codziennej opieki nad bliską osobą niepełnosprawną, pracy i nauki nie było łatwe, ale pokazało mi, że nigdy nie jest za późno, żeby zmienić swoje życie. To droga pełna zmęczenia, ale też siły, determinacji i wiary w siebie.

Nie była to droga prosta ani lekka. Były chwile zwątpienia, zmęczenia i łez. Ale gdzieś pomiędzy dyżurami, nauką i codziennością zaczęłam odzyskiwać samą siebie.

Nadzieja na nowo

Chcę, żeby ktoś, kto to przeczyta, poczuł, że nie jest sam. Że nawet jeśli życie się układa inaczej niż planował, zawsze można zacząć od nowa. Moim celem jest dać trochę nadziei, spokoju i odwagi, żeby iść dalej – swoim tempem, po swojemu. Nie musimy być idealni, żeby być szczęśliwi. Wystarczy, że jesteśmy prawdziwi.

Ten blog powstał z potrzeby serca i wiary, że prawdziwe słowa mają znaczenie. Bo czasem jedno szczere zdanie potrafi dać komuś nadzieję. 

Przez wiele lat pracowałam jako opiekunka środowiskowa w Warszawie.
To była wymagająca praca, codzienne dojazdy komunikacją miejską przez różne dzielnice miasta, kilku podopiecznych dziennie, dużo odpowiedzialności i ciągły pośpiech. Dni zaczynały się wcześnie rano, a kończyły często dopiero wieczorem.

W tym samym czasie przez 8 lat pracowałam również jako przedstawiciel Providenta, a później także z osobami z niepełnosprawnościami. Łączyłam wiele obowiązków naraz – pracę, dom, dzieci i codzienne życie. Nie było łatwo, ale nauczyło mnie to samodzielności, wytrwałości i radzenia sobie w każdej sytuacji.

Pracując z osobami z niepełnosprawnościami, własnym samochodem odbierałam uczestników z domów, zawoziłam ich do Środowiskowego Domu Samopomocy na Bielanach, a później odwoziłam z powrotem do domu.

To doświadczenie nauczyło mnie prawdziwego kontaktu z ludźmi. Zrozumiałam, jak ważna jest obecność, cierpliwość i zwykłe bycie obok drugiej osoby. Każdy nosi w sobie swoją historię, której często nie widać na pierwszy rzut oka.

Po latach zrobiłam prawo jazdy. Miałam wtedy około 38 lat. Dla wielu osób może to drobiazg, ale dla mnie był to ważny moment, kolejny krok do większej niezależności i wiary w siebie.

Ten etap życia zostawił we mnie bardzo dużo emocji i dobra. Nauczył mnie cierpliwości, pokory i tego, że człowiek najbardziej potrzebuje drugiego człowieka.

 

W międzyczasie zostałam też babcią. Mam sześcioro wspaniałych wnucząt i bardzo je kocham. Miłość do wnuków jest inna niż do własnych dzieci. Nie da się jej porównać. To coś bardzo wyjątkowego.

Czasem mam poczucie, że poświęcam im za mało czasu..., bo życie nadal pędzi – praca, nauka, obowiązki. Ale kocham je nad życie.

Dwoje moich wnuków mieszka za granicą, dlatego bardzo cenię dzisiejsze możliwości kontaktu. Dzięki komunikatorom mogę chociaż na chwilę być blisko nich, mimo dzielącej nas odległości.

 

Po wielu latach mojego życia zamknął się też ważny rozdział. Po prawie 25 latach małżeństwa nasze drogi z moim pierwszym mężem Markiem rozeszły się. Dziś każde z nas ma swoje życie, ale tamten czas był dla mnie bardzo trudny i pełen zmian.

Musiałam na nowo odnaleźć siebie i nauczyć się życia inaczej niż wcześniej.

Właśnie wtedy jeszcze bardziej zrozumiałam, że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa.

W trakcie rozwodu los postawił na mojej drodze drugiego Marka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo zmieni moje życie i jak ważną stanie się częścią mojej codzienności.

Z czasem zaczęłam opiekować się nim na co dzień. Codzienność wyglądała inaczej niż u wielu osób – więcej było troski, obowiązków i odpowiedzialności.

 

Mimo wielu obowiązków i trudnych momentów wróciłam do nauki. Życie nauczyło mnie jednego – nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa.

 

W tamtym czasie opiekowałam się już moim drugim mężem Markiem. Codzienność wyglądała inaczej niż u wielu osób –  więcej było troski, obowiązków i odpowiedzialności. Były momenty zwątpienia i ogromnego zmęczenia, ale mimo wszystko nie odpuszczałam.

 

Przygotowanie do matury po tylu latach było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Szczególnie język polski. Były chwile niepewności i myśli, czy dam radę.

 

Szczególnie dużo zawdzięczam mojej koleżance i nauczycielce języka polskiego – Iwonce.
Jej wsparcie, cierpliwość i wiara we mnie pomogły mi uwierzyć, że jeszcze mogę wiele osiągnąć.

Ukończyłam również szkołę online Edu & You – stworzoną przez ludzi, którzy naprawdę rozumieją osoby wracające do nauki po latach. Spotkałam tam wspaniałych ludzi i po raz pierwszy poczułam, że wiek nie ma znaczenia, jeśli człowiek naprawdę czegoś chce.

A później przyszła matura.

Po tylu latach.

I zdałam.

 

Po maturze poczułam, że coś we mnie na nowo się obudziło.

Jakby po wielu latach życia dla innych wróciła też część mnie samej.

 

Życie ponownie postawiło przede mną trudne wyzwania. Stan zdrowia Marka coraz bardziej się pogarszał. Już wcześniej przechodził udary, a my przez lata jeździliśmy razem na rehabilitacje -  do Konstancina, Koszalina, Ustronia Zdrój i innych miejsc. Walczyliśmy o każdy krok, każdą poprawę i każdy spokojniejszy dzień.

 

W 2022 roku wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło nasze życie. Marek trafił na OIOM i lekarze dawali niewielkie szanse na przeżycie. A jednak przeżył.

 

Od tamtej chwili stał się całkowicie niesamodzielny i wymagający stałej opieki.

To był dla mnie ogromny sprawdzian siły, cierpliwości i miłości.

 

Przez te wszystkie lata praktycznie nie wyjeżdżałam i nie odpoczywałam tak jak inni. Moją codziennością stały się obowiązki, praca, rehabilitacje, szpitale i troska o drugiego człowieka.

 

Ale właśnie wtedy zrozumiałam coś bardzo ważnego.

 

Że człowiek albo się poddaje… albo idzie dalej mimo wszystko.

 

We mnie zapaliła się iskra.

Poczułam, że chcę się rozwijać, zdobywać wiedzę i zrobić coś również dla siebie oraz swojej przyszłości.

 

Chciałam mieć zawód, który daje poczucie bezpieczeństwa, niezależności i możliwość dalszego rozwoju - niezależnie od wieku.

 

Dlatego rozpoczęłam studia pielęgniarskie.

 

To nie była łatwa decyzja. Do dziś łączę naukę, pracę, codzienne obowiązki i opiekę nad Markiem. Są dni zmęczenia, zwątpienia i bezsilności, ale mimo wszystko idę dalej.

 

Bo dziś wiem jedno - nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa.

 

I właśnie dlatego nadal studiuję.

 

©Beata Maria Daniluk – Pisane życiem, nieplanowane