
To ja. W drodze – uczę się, zmieniam i idę dalej.
Zaczęłam od nowa
Nie wszystko w moim życiu było zaplanowane. Właściwie - większość wydarzyła się po drodze. Ale jedno zawsze było we mnie stałe: upór, żeby iść dalej, nawet kiedy było trudno.
Wyszłam za mąż bardzo wcześnie. Szybko zostałam mamą trójki wspaniałych dzieci - Sylwii, Damiana i Dagmary. To był intensywny czas. Dom, obowiązki, codzienność, w której często nie było miejsca na siebie. Wiele kobiet to zna - odkładasz swoje marzenia „na później”, bo najważniejsi są inni.
A jednak gdzieś w środku zawsze miałam poczucie, że jeszcze przyjdzie moment dla mnie.
Szkołę średnią kończyłam już jako mama małych dzieci. Nie było łatwo. Nauka po nocach, zmęczenie, brak czasu. Ale była determinacja. Wiedziałam jedno - edukacja to coś, czego nikt mi nie odbierze. To był mój pierwszy krok do zmiany.
Pamiętam ten moment bardzo dokładnie. Siedziałam wieczorem przy stole, kiedy w domu było już cicho. Dzieci spały, a ja miałam przed sobą książki i zeszyty. Byłam zmęczona, ale jednocześnie czułam w środku coś nowego - nadzieję. Pomyślałam wtedy: „Jeszcze mogę coś zmienić”. To była mała decyzja, ale dla mnie znaczyła bardzo dużo.
Z czasem zrobiłam kurs opiekuna medycznego. Na początku nie przypuszczałam, że to będzie droga w stronę zawodu medycznego. A jednak. Weszłam w świat opieki nad drugim człowiekiem - i zostałam tam na dłużej.
Zaczęłam pracować z osobami starszymi, później w szpitalu. To była szkoła życia. Prawdziwa. Bez teorii. Nauczyłam się cierpliwości, pokory i tego, że człowiek w chorobie potrzebuje nie tylko opieki, ale też obecności. Czasem wystarczy być.
2024 roku zdałam maturę. Po 23 latach.
To było dla mnie arcytrudne doświadczenie. System nauczania zmienił się całkowicie - wszystko było „po nowemu”. Inny sposób myślenia, inne wymagania, inne podejście do egzaminu. Musiałam uczyć się nie tylko materiału, ale też tego, jak się uczyć.
Wracałam do książek po latach. Łączyłam naukę z pracą, obowiązkami i codziennym życiem. Były momenty zwątpienia, zmęczenia i pytania: „czy dam radę?”. Ale nie odpuściłam.
To nie była tylko matura. To był sprawdzian charakteru.
I zdałam.
Ten moment pokazał mi coś bardzo ważnego, że granice często są tylko w naszej głowie. Że naprawdę nigdy nie jest za późno, żeby zawalczyć o siebie. I że czasem trzeba odważyć się „wypłynąć na głębię” - nie bać się, tylko iść dalej, nawet jeśli nie wszystko jest pewne.
Dziś studiuję pielęgniarstwo. To nie jest przypadek. To coś, co dojrzewało we mnie latami - przez pracę, doświadczenia, ludzi, których spotkałam. Czuję, że jestem na właściwym miejscu.
Nie mówię, że jest łatwo. Łączenie nauki, pracy i życia prywatnego to wyzwanie. Ale mam w sobie coś, co mnie prowadzi - silną determinację. Jeśli coś zaczynam, to kończę.
I właśnie w tym wszystkim odkryłam jeszcze jedną część siebie - pasję do szkicowania. To moje chwile ciszy. Kartka, ołówek i spokój. Bez pośpiechu, bez presji. Tylko ja.
Ten blog to miejsce, w którym chcę się dzielić swoją drogą. Prawdziwie. Bez idealizowania. Z życia, nie z książki.
Bo moje życie nie było pisane planem.
Było pisane życiem.
I dalej się pisze...

O blogu "Pisane życiem, nie planowane"
"Pisane życiem, nie planowane" to blog o życiu, jakie jest naprawdę. Bez udawania, bez idealnych historii. Piszę o pracy, nauce, codzienności i zmianach, które dzieją się po drodze. Chcę dzielić się tym, co przeżywam i pokazać, że nie trzeba mieć wszystkiego poukładanego, żeby iść dalej. To miejsce dla ludzi, którzy lubią prawdę, spokój i normalność.